Wyścig Tysiąca Mil po wojnie. Historia Mille Miglia cz. 3

2017-03-16 Wyścig Tysiąca Mil po wojnie. Historia Mille Miglia cz. 3

Znacznie bardziej dramatyczny przebieg miała rywalizacja Nuovolariego z Clemente Biondettim. Ich pojedynki podczas Mille Miglia w 1947 i 1948 roku miały posmak walki starego mistrza, który nie zamierza jeszcze zejść ze sceny i nowego, który chce pokazać, że teraz nastała era jego panowania. Wszystko zaczęło się jednak w 1938 roku, kiedy to mało jeszcze znany w światku rajdowym Biondetti sensacyjnie zwyciężył w Mille Miglia. Potem rajd zawieszono i wznowiono go dopiero dwa lata po zakończeniu II wojny światowej, kiedy Włoch powoli zaczęły podnosić się ze zniszczeń. Gdy 21 czerwca 1947 roku na starcie w Brescii wśród 155 załóg znaleźli się Nuvolari i Biondetti, wierni fani tej imprezy wiedzieli, że to właśnie między nimi rozegra się batalia o zwycięstwo. Nie miało znaczenia, że Alfa Romeo 8C 2900 B Berlinetta Touring, w której siedział Clemente, prezentowała się znacznie lepiej niż mała Cisitalia 1100, którą startował Nivola. Wszyscy wiedzieli, że ten drugi zrobi wszystko, by wygrać. Wojna zabrała Nuvolariemu wszystko, co kochał – z powodu niedożywienia i chorób zmarła dwójka jego dzieci, do tego dowiedział się, że ma raka płuc. Był złamany i trzeci triumf w jego ukochanym Mille Miglia był jedyną rzeczą, która mogła go pocieszyć. Dlatego dał z siebie wszystko, a ze swojego auta wycisnął więcej, niż przewidywali jego konstruktorzy.

Na półmetku w Rzymie był liderem, choć z powodu ulewnych deszczy kilkakrotnie padała instalacja elektryczna w jego aucie. Prowadzenie stracił dopiero kilkadziesiąt kilometrów przed metą na autostradzie pod Wenecją, gdzie rozpędzona Alfa Biondettiego zostawiła w tyle jego Cisitalię. Nowy mistrz triumfował w Mille Miglia po raz drugi, Nuvolari, dla którego drugie miejsce oznaczało porażkę, był kompletnie załamany. Nie chciał już startować w rajdach, zamieszkał w klasztorze w Gardone Riviera, gdzie poddał się leczeniu nowotworu. Ale im bliżej było do rozpoczęcia kolejnej edycji Mille Miglia, tym bardziej Nivolę kusiło, by pojechać do Brescii i popatrzeć na zmagania rajdowców. Tuż przed startem rajdu opuścił klasztor i pojechał zobaczyć przygotowania do wyścigu. W Brescii spotkał Enzo Ferrariego, który marzył o tym, by jedno z wyprodukowanych przez niego aut triumfowało w tej edycji. Pokazał mu przygotowane do rajdu cacka, po czym zaproponował, by Nuvolari zasiadł za kierownicą jednego z nich i wystartował w imprezie. Nivola nie miał czasu, by oswoić się z nowiutkim Ferrari 166, ale to, jak zwykle, nie miało dla niego znaczenia. Wiedział już, że za kierownicą takiego samego auta zasiądzie Biondetti, więc tym razem to nie sprzęt, a talent kierowców zdecydują o zwycięstwie. Nuvolari, który jeszcze kilka dni wcześniej spacerował po klasztornych ogrodach modląc się o to, by postępująca choroba pozwoliła mu jeszcze trochę pożyć, teraz myślał tylko o tym, by zostawić w tyle Biondettiego i wygrać Mille Miglia. Od chwili startu jechał szybko i agresywnie, nie przejmował się ani kolejnymi stłuczkami, ani problemami z oddychaniem. Ostra jazda się opłaciła – na półmetku w Rzymie Nivola był pierwszy. Mniej zadowoleni z tego byli mechanicy, którzy musieli szybko naprawić sfatygowane Ferrari. Rozsypane zawieszenie udało im się naprawić, gorzej poszło z maską, która była tak powyginana, że nie można jej było zamknąć. Przymocowali ją więc drutami, co może i zdałoby egzamin, gdyby potężna burza, która złapała Nuvolariego po starcie ze stolicy. Silny wiatr zerwał prowizoryczne mocowanie i pokrywa znów podrywała się ci chwilę, zasłaniając Nuvolariemu drogę. Wycofać się z takiego powodu? To nie było w jego stylu. Czekać na mechaników? To nie było na jego cierpliwość. Nivola znalazł inne wyjście. Nie zatrzymując samochody oderwał maskę, wyrzucił ją do rowu i pojechał dalej z odkrytym silnikiem.

Na tym jednak jego pech się nie skończył. Kilka godzin później zahaczył o skałę i znów poważnie pokiereszował auto. Ale nadal mógł jechać, a co ważniejsze nadal prowadził, więc nie miał czym się przejmować. Na kilku kolejnych punktach kontrolnych zameldował się jako pierwszy, a potem nagle zniknął. Jego sfatygowane Ferrari organizatorzy znaleźli na poboczu drogi pod Villa Ospizio, zaraz potem odnalazł się też sam Nuvolari. Wycieńczony, załamany, półprzytomny z bólu i zmęczenia leżał w łóżku na tamtejszej plebanii. Ale gdy Enzo Ferrari, który na wieść o jego wypadku przyjechał do Villa Ospizio, powiedział mu, że nie ma się czym martwić, przecież za rok może znów powalczyć o zwycięstwo, Nuvolari znów uwierzył, że jeszcze może wygrać Mille Miglia. Postępująca choroba nie pozwoliła mu już jednak startować w rajdach. Nivola zmarł 11 sierpniu 1953 roku.
Tamten pechowy dla Nuvolariego wyścig wygrał Clemente Biondetti. Rok później powtórzył ten sukces i przeszedł do historii jako jedyny kierowca, który czterokrotnie triumfował w Mille Miglia.

 

Autor: Artur Grabarczyk