Aston Martin & Mille Miglia - małżeństwo doskonałe

2017-04-07 Aston Martin & Mille Miglia - małżeństwo doskonałe

Mille Miglia to wyjątkowy rajd. Jego niezwykłą historię tworzyli ludzie, którzy rodzili się raz na epokę i samochody, których już nikt nigdy nie wybuduje. To one są dzisiaj świadectwem czasów, w których rodziła się sportowa motoryzacja w kształcie znanym nam obecnie. Na 1600 kilometrach jednych z najpiękniejszych dróg na świecie, do wtóru ryku silników i przy pisku opon powstawały legendy, które trwają po dziś dzień. Fani motoryzacji dzielą się na kilka grup: jedni kochają wszystko co włoskie, drudzy hołubią to co niemieckie, inni wynoszą na piedestał moto brytyjskość. Niezależnie od tych podziałów i sympatii jest kilka samochodowych marek, przed którymi uchyli kapelusza każdy. Bez wątpienia należy do nich Aston Martin. Również w kontekście włoskiej legendy spod znaku Tysiąca Mil.


Chcąc odpowiedzieć na pytanie dlaczego Aston Martin stał się tak cenionym samochodem ma się do wyboru dwie drogi. Pierwszą długą, miejscami z ciasnymi zakrętami historii, często dwupasmową z widokiem na najpiękniejsze riwiery świata, którą należy pokonać w całości czytając o historii i filozofii marki, o determinacji jej założycieli i fantazji inwestorów. Drugą krótszą: przejażdżkę jakimkolwiek modelem, który powstał z charakterystycznymi skrzydłami na masce. Wszelkie ewentualne wątpliwości pozostają z tyłu i rozwiewają się jak dym z wydechu. Zaraz po tym jak zatrzaskujemy za sobą drzwi auta, które zabrało nas w tę drogę nabieramy ochoty na kolejną. I oczywiście udajemy się w ową pierwszą - długą. Poznajemy historię i filozofię Aston Martina, wszak to one tłumaczą najlepiej obecne jego kształty i decyzje.


Każdy wchodzący po raz pierwszy do hali Fiera w Bresci, gdzie przed startem Mille Miglia stoją wszystkie z 450 startujących aut (przechodzą tam ostateczną odprawę techniczną) dostaje oczopląsu. Każdy wchodzący po raz pierwszy do hali Fiera w Bresci fan motoryzacji dostaje stadium przedzawałowego. To - w te kilka majowych dni - centrum motoryzacyjnego wszechświata. Żadne targi dzisiejszej motoryzacji nawet nie próbują nawiązywać rywalizacji z klimatem tego miejsca i wydarzenia. W ostatniej edycji blisko 150 aut z całej puli zostało uznanych przez światowych ekspertów za bezcenne. Nie tylko motoryzacyjnie. To jeżdżące najprawdziwsze świadectwa rozwoju naszej cywilizacji. Enzo Ferrari powiedział kiedyś, że „Mille Miglia to największe na świecie muzeum motoryzacji w ruchu”. Napisać, że miał rację to za mało. Duża część aut biorących udział w rajdzie to jedyne egzemplarze na świecie. Przypomnijmy formułę: w wyścigu biorą udział tylko auta, które startowały w zmaganiach w latach 1927-1957, lub zostały wyprodukowane w tym czasie i moją potwierdzone przez Międzynarodową Federację Pojazdów Zabytkowych certyfikaty autentyczności. To nie wszystko. Nie wystarczy być kolekcjonerem, członkiem klubu zabytkowych posiadaczy samochodów, arystokratą czy reprezentantem świata biznesu by wziąć w Mille Miglia udział.

Te przymioty są istotne, ale najważniejsze by kierowca posiadał doświadczenie i osiągnięcia w rajdach zabytkowych samochodów. Do rajdu każdy aplikuje jak na prezesowskie stanowisko: wraz ze zgłoszeniem wysyła pełne CV, w którym podaje wykształcenie, osiągnięcia i pozycję zawodową. Decydują niuanse, a decyzje organizatorów są nieodwołalne. Liczba uczestniczących załóg nie przekracza z reguły wspomnianych czterystu pięćdziesięciu. To światowy top of the top. Z wszech miar wyjątkowy i elitarny. Towarzysko i motoryzacyjnie.


W ubiegłym roku w rywalizacji zadebiutował w barwach Perlage Aston Martin DB2 z 1952 roku. W tym roku wystartuje jeszcze rzadszy egzemplarz: Aston Martin DB2/4 z 1955. Długo trwało poszukiwanie tego konkretnego egzemplarza. Każdy kolekcjoner w samochodzie, który trafia w sferę jego zainteresowań szuka czegoś innego. Bo limitowana edycja… Bo niepowtarzalny kolor… Bo idealny stan… Bo ten rocznik… Bo historia poprzednich właścicieli… Z autem, które ma wystartować w Mille Miglia jest tak samo tylko trudniej: bo samochód, który ma pojechać w tym legendarnym wydarzeniu musi być sumą wszystkich kolekcjonerskich kaprysów. O ile słowo „kaprys” jest odpowiednim do pasji, która popycha posiadacza zabytkowego samochodu do ekstremalnego dla auta startu w wyścigu z cezurą czasową po publicznych drogach przez tysiąc sześćset kilometrów i przy kapryśnej jak choćby rok temu pogodzie… O tej pasji napędzanej oktanami oraz o samochodach w których przewodach paliwowych pulsuje wyjątkowy duch historii opowiemy Wam w najbliższych tygodniach.