Polak, który dał moc Bondowi

2017-04-11 Polak, który dał moc Bondowi

foto: autor  Stephen Foskett, silnik wczesnego Astona Martin DB4, licencja  CC BY-SA 3.0 .

 

Kilka razy otarł się o śmierć. Chcąc ratować ukochaną, ukradł wojskowe auto i przedarł się nim na teren zajęty przez wroga. Uciekał z niewoli, ratował uwięzionych kolegów, wyszedł bez szwanku z bombardowania, a gdy wygrzebał się spod gruzów zawalonego domu, zobaczył dziewczynę, w której natychmiast się zakochał. James Bond? Nie, to wszystko przeżył w młodości polski inżynier Tadeusz Marek. Z Bondem coś go jednak łączy. To on zaprojektował silniki, które napędzały kilka modeli Astona Martina, w tym ulubione auto Agenta 007, kultowe DB5.


Przygodę z motoryzacją Tadeusz zaczął w 1924 roku, gdy w rodzinnym Krakowie odrestaurował zdezelowanego Forda T. To był wyczyn, bo miał wtedy zaledwie 16 lat. Jego to jednak nie cieszyło – Ford co prawda jeździł, ale wolno, a Tadek chciał się ścigać. Odstawił więc samochód i zaczął jeździć motocyklami. Zapał do dwóch kółek stracił po wypadku, podczas ulicznego wyścigu. Jego BMW uderzyło w inny motocykl, a on przeleciał kilkanaście metrów i spadł na namiot organizatora wyścigu, rozbijając stojące tam butelki z wodą. Połamany i pokaleczony Marek trafił na osiem miesięcy do szpitala, a gdy z niego wyszedł, nie chciał już jeździć motocyklem. Uznał, że bezpieczniejszym sportem są… rajdy samochodowe. Ale zanim zaczął startować w wyścigach, ukończył studia na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie i zatrudnił się w Państwowych Zakładach Inżynierii w Warszawie, gdzie zajmował się m.in. projektowaniem silnika motocykla Sokół. W pracy zajmował się motocyklami, a czas wolny poświęcał wyścigom samochodowym. Brał udział w niemal wszystkich zawodach w Polsce, trzykrotnie startował też w Rajdzie Monte Carlo. Na tej imprezie zadebiutował w 1937 roku, potem pojawił się na dwóch kolejnych edycjach. Za trzecim razem osiągnął sukces – zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej. W tym samym roku zwyciężył też w Rajdzie Polski ’39.


Po wybuchu wojny Marek przedostał się do Rumunii. Tam wpadł na pomysł akcji, której nie powstydziłby się sam James Bond. Z niemieckiej ambasady w Bukareszcie ukradł samochód i ze sfałszowanymi dokumentami ruszył do zajętego przez Armię Czerwoną Lwowa, by odnaleźć narzeczoną. Dojechał tam nie budząc żadnych podejrzeń, bo Rosjanie, o czym Tadeusz wiedział, oczekiwali akurat na przyjazd niemieckiego ambasadora. Wyprawa nie zakończyła się sukcesem – Marek nie odnalazł swojej ukochanej. Ale wracając do Rumunii zabrał ze sobą kilku spotkanych we Lwowie znajomych. A potem podjął się jeszcze trudniejszej misji – na polecenie polskich władz przeprowadził kolumnę rządowych limuzyn do Francji. Po wykonaniu tego zadania Tadeusz, już samotnie, przedostał się do Hiszpanii, skąd popłynął do Casablanki. Wreszcie w 1941 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii. Zamieszkał w Londynie i znów wpadł w wir wojny. W czasie jednego z bombardowań miasta cudem uniknął śmierci – zawalił się na niego trafiony pociskiem dom. Co ciekawe, Marek do końca życia dobrze wspominał ten moment. Nie doznał poważnych obrażeń, a gdy wygrzebał się spod gruzów, spotkał młodą Angielkę, która od razu wpadła mu w oko. Umówił się z nią na randkę, potem na kolejne, a niedługo potem ją poślubił i przeżył z nią szczęśliwe 40 lat. 

 

W roku 1949 Tadek Marek dostał posadę w firmie Austin. Zaprojektował dla tej marki dwa silniki – sześciocylindrowy C-Series o pojemności 2,6 litra i sportowy V8. Po odejściu z Austina w 1951 roku Tadeusz pracował przy tworzeniu czołgu Centurion, a dwa lata później trafił do firmy Aston Martin. Tu początkowo zajął się modyfikowaniem archaicznego silnika projektu Waltera Bentleya. Inżynierowie firmy nie mieli pomysłu, co z nim zrobić. Ale przecież Polak potrafi! Gdy szefowie Astona zobaczyli, że Marek wycisnął z tego zabytku aż 195 koni mechanicznych, zrozumieli, że mają w zespole geniusza. I powierzyli mu zadanie na miarę jego talentu – zaprojektowanie silnika do tworzonego właśnie Astona Martina DB4. Cel był jasny – auto miało mieć moc, która pozwoli mu powtórzyć sukces kultowego DB2, który robił furorę w Le Mans i na Mille Miglia. Tadek Marek nie zawiódł swoich szefów. Stworzony przez niego sześciocylindrowy, rzędowy silnik o pojemności 3,7 litra generował moc 240 KM i sprawił, że Aston Martin DB4 osiągał prędkość 224 km/h, a do setki rozpędzał się w niecałe 9 sekund. Model zadebiutował w 1958 roku i z miejsca stał się królem rajdów (zwyciężył m.in w słynnym wyścigu Le Mans). A silnik Marka był tak dobry, żywotny i niezawodny, że stosowano go w kolejnych modelach – DB5, DB6, DBS i wyścigowym DBR2.


Po jakimś czasie Marek przeprowadził lifting swojego dzieła – zwiększył jego pojemność do 4 litrów i zastosował nowe gaźniki, dzięki czemu moc podskoczyła do 325 KM. Tę jednostkę montowano m.in. w modelu DBS Vantage, który osiągał prędkość 255 km/h, a rozpędzenie się do setki zajmowało mu jedynie 6,5 sekundy. Dzieło polskiego inżyniera pokochały tysiące fanów Astona, w tym James Bond. DB5, którym Agent 007 uganiał się za swoimi wrogami w filmie "Goldfinger", był wyposażony właśnie w czterolitrową rzędówkę Tadka Marka.


Szacunek miłośników rajdów samochodowych Marek zdobył dzięki drugiemu silnikowi zaprojektowanemu dla Astona Martina – potężnemu V8 o pojemności 5,3 litra, który w 1968 roku zadebiutował w modelu DBS V8. Jednostka ta generowała 315 KM, ale Tadeuszowi to nie wystarczało, więc wprowadził kilka modyfikacji i podkręcił jej moc do 612 KM. Wyposażony w ten silnik Aston Martin V8 Vantage Le Mans rozpędzał się do 322 km/h, a do setki przyspieszał w 3,9 sekundy. Mocarne V8 Marka produkowano przez 32 lata, aż do roku 2000, a fani motoryzacji podziwiają je do dziś. Jakiś czas temu jeden ze szczęśliwych właścicieli Astona Martina Vantage z 1972 roku wrzucił na You Tube nagranie ryku swojej maszyny zatytułowane "Symfonia Tadka Marka na 6 cylindrów".


W 1968 roku, gdy jego V8 rozpoczynał dopiero swoją spektakularną karierę rajdową, Tadeusz Marek odszedł na emeryturę i wraz z ukochaną żoną przeniósł się do Włoch. Sentyment do aut z logo Aston Martin miał do końca życia. Uwielbiał jeździć samochodami tej marki, zwłaszcza modelami z silnikami, które zaprojektował. Jeździł DB4 z czterolitrową rzędówką, a potem unikatowym DB5 z silnikiem V8.


W tym roku o Tadeuszu Marku znów będzie głośno. W fabryce Astona Martina właśnie kończą się prace nad montażem 25 sztuk modelu DB4 GT. Koncern wypuszcza limitowaną edycję tego auta, bo oryginalna DB4 GT jest jednym z najbardziej poszukiwanych przez kolekcjonerów i najdroższym autem świata – jego ceny sięgają 3 milionów funtów! Nowe DB4 GT będzie nieco tańsze - kosztuje niecałe 2 miliony dolarów. Pod jego maską, tak jak w oryginalnych wersjach, będzie pracował silnik Tadeusza Marka. Aston Martin DB4 nigdy nie był autem Bonda, który wolał jeździć DB5 (ten model "zagrał" w aż pięciu filmach o przygodach Agenta 007). Ale kto wie, może w kolejnym filmie okaże się, że słynny szpieg jest jednym z 25 szczęśliwców, którym udało się kupić nowe DB4 GT.
 

foto: pismo Aston-Martin Quarterly, lato 1967; Inżynier Tadeusz Marek