Santorini Grecka Tawerna - urok tłuczonych talerzy

2016-04-03 Santorini Grecka Tawerna - urok tłuczonych talerzy

Mało kto patrząc na pawilon na Pradze Południe pomyślałby, że za księgarnią i kwiaciarnią mieści się miejsce, w którym w piątki i soboty życie wrze: na te wieczory w Santorini trzeba starać się o miejsce, bo właśnie wtedy w tawernie grana jest muzyka na żywo oraz… tłuczone są talerze. To stara, grecka tradycja: wszyscy biesiadujący wstają od stolików i tańczą razem Zorbę, by zakończyć go spektakularną sceną tłuczenia talerzy, oczywiście na szczęście. Które przyświeca każdemu, kto sięgnie po kartę w Santorini: tak naprawdę to miejsce świetne jest i na letnie, rodzinne biesiadowanie i na nostalgiczny lunch z przypominaniem sobie egzotycznych smaków i – co my lubimy najbardziej – tawernowe posiedzenie nad wieloma przekąskami z karafką wina.

Jeśli chodzi o przekąski, jest w czym wybierać; sprawdzonymi klasykami są oczywiście wariacje na temat sera feta – czy to w rożkach z ciasta filo ze szpinakiem, czy grillowany z pomidorami i oregano, czy w roladkach z bakłażana – ale warto zamówić kalmary i jeszcze inny grecki ser, kefalograviera. Podawany na gorąco z pitą (są jej tu dwa rodzaje, koniecznie sprawdźcie, który pasuje Wam bardziej!), rozpływa się w ustach. Nie możemy oprzeć się tutejszym pastom również podawanym z ciepłymi pieczywem: tzatzikom (jogurt, ogórek, czosnek), taramosalacie (czyli paście z ikry dorsza), chtipiti (pikantnej z fety) i favie (groch z oliwą) oraz plastrom ośmiornicy w oliwie i occie. No i – oczywiście – robionym na miejscu aromatycznym, miniaturowym gołąbkom z rodzynkami, zawijanymi w liście winogron.

Z zup – choć i rybna tu jest świetna – zawsze wybieramy cytrynową, bo gdzie poza Santorini ją dostaniemy? Jeśli „mamy miejsce” na drugie danie, wybór jest niełatwy. Kuszą bowiem zarówno zapiekane bakłażany (zarówno w postaci mussaki, jak i melitzanef furnu – czyli z serem manuri) , jak i ośmiornica z grilla, więc zazwyczaj wybieramy… jagnięcinę. Albo w postaci burgera (niby nudne, ale jakie dobre!) albo w postaci kotlecików z kostką, lub – nasze ulubione – zapiekane w pergaminie z warzywami korzeniowymi. Są też tacy, którzy specjalnie do Santorini udają się na delikatną koźlinę – podawaną tu po prostu z ziołami, duszoną w oliwie (bo w ilu miejscach w Warszawie dostaniecie rozpadające się wręcz koźle mięso?).

Od niektórych pozycji w karcie, zwłaszcza tych unikalnych, można łatwo się uzależnić. Na przykład od tutejszych deserów. Podejrzewamy, że bywalcy Santorini dzielą się na dwie frakcje: tę, która wierna jest czekoladzie i od lat zamawia krem czekoladowy z brandy i z figami, i tych, którzy pokroić by się dali za krem z owocami i biorą millefeuile (tu znane jako milfei) – płaty ciasta filo przekładane waniliowym kremem i polane truskawkowym sosem. Obie frakcje zakończyć powinny takie wielkie, greckie, rozweselające jedzenie kawą parzoną w tygielku: fusiastą, brązowoczarną, zawiesistą – tylko ona jest w stanie nas otrzeźwić po takiej uczcie!