Bombaj Masala - przyjemność przyprawiania

2016-03-20 Bombaj Masala - przyjemność przyprawiania

Oglądaliście „Podróż na sto stóp”, przepiękną opowieść o kuchni indyjskiej? Jesteście ciekawi, jak może ona smakować w najbardziej autentycznym wydaniu? Jeśli nie wybieracie się w najbliższym czasie do Indii – polecamy wybrać się przynajmniej na warszawski Mokotów, gdzie skosztujecie prawdziwych hinduskich potraw.

Nie spodziewaliśmy się, że w tak nowoczesnym budynku może mieścić się miejsce tak przytulne, które automatycznie przenosi nas w czasie i przestrzeni do Indii. Przepiękne wnętrze restauracji Bombaj Masala, wypełnione lampkami i mrugającymi świeczkami, szczególnie urokliwe jest po zmroku. Na wzorzystych kafelkach zaczynają wtedy tańczyć ognie: tu niczego bowiem nie gotuje się na ceramicznych płytach, lecz w żywych płomieniach.

Sprowadzeni z daleka kucharze mają do dyspozycji palniki, nad którymi wykonują wielkimi patelniami niesamowite powietrzne balety. Jest tu też specjalny piec tandoor, który służy do pieczenia naanów oraz wcześniej zamarynowanych mięsiw nadzianych na specjalne szpady – to wielki, wypełniony żywymi płomieniami gliniany walec, do którego na naszych oczach wędrują jasne naleśniki, a wychodzą przypieczone, pokryte brązowymi bąblami placki. Wszystkie te procesy gotowania, pieczenia i smażenia można obserwować – kuchnia jest bowiem przeszklona, a kucharze nie mają przed nami tajemnic.

Dla nas, Polaków – zazwyczaj oszczędnych w dodawaniu przypraw – ten hinduski spektakl to też lekcja sowitego dosmaczania. Zaglądając przez szybę nie można bowiem nie zauważyć wielkich tac z pojemnikami wypełnionymi rozmaitymi, intensywnymi w kolorze proszkami. To one – chili, kumin, kurkuma, gałka muszkatołowa, kardamon, cynamon, szafran – są tu najważniejsze. Pachną od wejścia uruchamiając naszą ciekawość i ślinianki.

I uaktywniają się już w podanych na początku napojach: zamawiamy bowiem korzenne rozgrzewające herbaty z cytrusami oraz chai masala – mieszankę czarnej herbaty z przyprawami (imbirem, kardamonem, cynamonem) i mlekiem, którą porządnie się słodzi. Kto kocha ulepek, powinien ją zamówić, a obok – lub na deser – koniecznie postawić szklankę z jednym ze sztandarowych hinduskich napojów, czyli mango lassi: gęstym, pomarańczowym, aromatycznym, super lepkim i słodkim.

Na szczęście potrawy, które zamawiamy, są wyraźne w smaku – czasem porządnie ostre – więc mleczno-cukrowy napój działa jak odświeżający okład na poruszone kubki smakowe. Zamawiając dania skupiamy się na klasykach indyjskiej kuchni – zarówno mięsnych, jak i wegetariańskich – pamiętając, jak obfite są zazwyczaj porcje (i tak część z naszej oszczędnie zamówionej kolacji weźmiemy ze sobą na wynos).

Zaczynamy od mutton samosa – czyli pierożków nadziewanych jagnięciną i warzywami, podanych z odświeżającym jogurtem z siekanymi warzywami oraz wybornego, robionego na miejscu paneer tikka – świeżego białego sera marynowanego w przyprawach i pieczonego w piecu tandoor. Szczególnie smakuje nam ta druga przystawka – ser ma idealną konsystencję, przyjemnie stawia opór zębom i jest mistrzowsko przyprawiony – pikantny, lecz nie za ostry, świetnie komponuje się z zestawem domowych czatnejów (min. tym z limonki i mango!), który podano nam tu na powitanie.

Na główne danie dostajemy murgh chettinad – kurczaka w tradycyjnym curry z południa Indii oraz warzywa w stylu dewani handi, duszone w szpinakowo – kokosowym sosie curry, podane z ryżem basmati i chlebem z pieca tandoor. Aromatyczny sos podkreśla tylko to, jak dobrze przyrządzony został drób – jest supermiękki, acz zwarty, a dodatek świeżego, chrupiącego podprażonego kokosa w szpinakowym sosie całkowicie podbija nasze serce.

Nie pozostaje nam nic innego jak tylko zamówić deser – tym razem będzie to ras malai: kulki serowe w sosie szafranowym i phirni: krem z kaszki manny z migdałami i rodzynkami. Spodziewaliśmy się eksplozji obezwładniającej słodyczy, tymczasem dostaliśmy niezwykle wyważone, kojąco mleczne kompozycje, które aromatem bardzo delikatnie przypominają orientalne perfumy: wyczuwalne są nuty szafranu, róży, migdałów.

To dobrze świadczy o kucharzach z Bombaj Masala, którzy potrafią skomponować harmonijne, lecz niezwykle autentyczne dania. Jak bardzo autentyczne? Kiedy jedliśmy sobotnią kolację, stoliki wokoło nas się zapełniały – większość z nich zajęły wielkie, wielopokoleniowe hinduskie rodziny wyglądające na absolutnie zadowolone z jedzenia. Czy może być lepsza rekomendacja dla etnicznej restauracji?
Zdjęcia z: www.facebook.com/bombajmasala.mokotow/